Właśnie wkroczył Pan w setny rok życia. W Polsce to wynik imponujący. Czy w Pana rodzinie wszyscy żyli tak długo?
Jestem najdłużej żyjącym w rodzinie. Miałem trzy siostry, które zmarły w wieku siedemdziesięciu sześciu, osiemdziesięciu i osiemdziesięciu siedmiu lat. Mój ojciec dożył osiemdziesięciu lat, co na tamte czasy było wyjątkowe. Nawet ksiądz podczas pożegnania na pogrzebie powiedział, że dożył sędziwego wieku.
Jaka jest Pana recepta na długowieczność?
Nie wypaliłem w życiu ani jednego papierosa. Alkohol piłem okazjonalnie w małych ilościach. Jem wszystko z umiarem, o regularnych porach. To prosta, ale chyba skuteczna recepta.
Patrząc na Pana trudno uwierzyć, że skończył Pan 99 lat. W jaki sposób dba Pan o swoje zdrowie i kondycję?
Istotne jest odżywienie. Jak powiedział profesor Maksym Nikonorow doskonałość tkwi w różnorodności. Tę zasadę stosuję każdego dnia. Jem dużo owoców i warzyw, bo zawierają niezbędne dla organizmu witaminy i minerały. Niczego sobie nie odmawiam, ale stosuję umiar.
Codziennie w godzinach 12-14 wychodzę na dwugodzinny spacer. W okolicy mojego domu jest park z zewnętrzną siłownią wyposażoną w 6 przyrządów. Ćwiczę tam poszczególne części ciała. Wcześniej wybierałem się do świetnie zagospodarowanego i usytuowanego Parku Szczęśliwieckiego. Latem siedziałem na ławeczce i podziwiałem naturę.
W moim przekonaniu ważny jest również długi okres pracy. To mobilizuje człowieka do wyjścia z domu i utrzymuje należytą sprawność umysłową. Pracowałem do 70 roku życia. Wykonywałem pracę którą lubiłem i sprawiała mi dużo satysfakcji.
Co Pan lubi robić w wolnym czasie?
Lubię spędzać czas w parku rozmyślając, co się dzieje z człowiekiem po śmierci. Kiedyś często chodziłem do Teatru Wielkiego i dużo wyjeżdżałem. W wieku 98 lat byłem na swojej ostatniej wycieczce za granicą na którą poleciałem samolotem.
Od ilu lat mieszka Pan w Warszawie?
W Warszawie mieszkam 60 lat.
To bardzo długo. Jak z Pana perspektywy zmieniało się miasto?
Pierwszy raz byłem w Warszawie w 1945. Przywiozłem Panie wysiedlone wcześniej z Warszawy, które w czasie wojny mieszkały w naszym domu w Jeżowie. Przyjechaliśmy pociągiem. Widok był przygnebiający. Od dworca głównego do samej Wisły- w Alejach Jerozolimskich - były tylko 2 metry drogi po których ciągnięto wózki z bagażem. Wszędzie było mnóstwo gruzu. Miasto zmieniło się bardzo - Warszawa się rozbudowała: nowe dzielnice, odrestaurowane zostają kolejno stare budynki. Obecnie Śródmieście może dorównywać innym europejskim stolicom.
Co jest dla Pana największym szczęściem?
To, że żyję. Moja młodość przypadła na okres wojny. Byłem trzy miesiące w obozie w Buchenwald. Dzięki kontroli Czerwonego Krzyża uwolniono mnie ze względu na wiek, bo miałem tylko 17 lat. Gdybym miał kilka miesięcy więcej moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Na to jak wyglądało moje życie duży wpływ miało również ukończenie studiów dziennych na Politechnice Łódzkiej, które skończyłem między 25 a 30 rokiem życia. Dzięki temu już w wieku 30 lat zostałem najmłodszym dyrektorem Przedsiębiorstwa Przemysłu Chłodniczego. Umożliwiło mi to pracowite, ale i szczęśliwe życie.
Jakie rady ma Pan dla młodszych seniorów? Co robić, by dożyć takiego wieku i to w takiej kondycji?
Prawidłowo się odżywiać, mało używać samochodu, zażywać dużo ruchu i dbać o prawidłowy, długi sen.
Dziękuję za rady. A czego Panu życzyć?
Tylko takiego zdrowia jak do tej pory.
